Pamiętnik palacza

Papierosy zacząłem palić mając 23 lata. Powodem była ówczesna moda na palenie panująca wśród moich rówieśników. Początkowo była to jedna paczka, która w zupełności wystarczała na tydzień palenia. Marki palonych papierosów zmieniałem próbując znaleźć taki zapach, który byłby porównywalny z zapachem palonej fajki. Zapytacie, dlaczego nie paliłem fajki skora zapach ten działał rozkosznie na moje powonienie. Odpowiedź jest prosta byłem zbyt leniwy i nazbyt nerwowy żeby móc oddawać się w spokoju celebracji nabijania fajki a następnie jej „ pykania”. Nie będę wymieniał marek papierosów, bo mi za to nie zapłacą, dlatego powiem tylko, iż były one zarówno z dolnej półki cenowej jak również z najwyższej. Były wśród nich zarówno produkty krajowe jak też zagraniczne. Nawet się nie spostrzegłem, kiedy przyjemność „rozkoszowania się dymkiem” przerodziła się w nałóg. Mijały lata a ja paliłem coraz więcej i opowiadałem bliskim i znajomym, że w każdej chwili mogę rzucić palenie, bo przecież „ja nie jestem UZALEŻNIONY”. Przyparty przez bliskich postanowiłem ograniczyć palenie, aż do całkowitego zaprzestania. Kiedy wypaliłem „ ostatniego” (jak mi się wówczas wydawało) papierosa rozpoczęła się moja walka z nałogiem. Nie chcę się rozpisywać, ale w skrócie określę to kilkoma przymiotnikami: nerwowy, zły, arogancki, niecierpliwy itp. i jak tu żyć wśród ludzi posiadając takie coraz bardziej dominujące cechy osobowości. Więc dla dobra innych ludzi postanowiłem powrócić do poprzednich nieskazitelnych cech mego charakteru a ułatwił mi to powrót do „ dymka”. Znów mijały lata „rozkoszowania się” paleniem tytoniu. Moja kondycja fizyczna, zaznaczam kiedyś świetna, dzięki „substancjom szkodliwym” zawartym w papierosach zaczęła słabnąć. Sygnał ten zapalił czerwone światełko. Ja, tak lubiący uprawiać różne dyscypliny sportu, a teraz mam to wszystko utracić bezpowrotnie – never! never!!!

Nadszedł dzień 15 sierpnia 2010 roku środa, decyzja zapadła „już nigdy nie zapalę papierosa”. Żeby dodać pikanterii tej sytuacji związanej z porzuceniem „wstrętnego nałogu” dodam, że paczki papierosów cały czas były w moim zasięgu, leżały wówczas wszędzie; w moim domu, w samochodzie i w biurku w pracy. Pierwszy tydzień minął w miarę spokojnie. W drugim tygodniu nie był już tak różowo. Po dwóch miesiącach nastąpił kryzys. Znów powróciła nerwowość i inne podobne stany emocjonalne i....olśnienie, przypomniałem sobie (aż dziwne, że w tym stanie) o autosugestii. Powtarzałem sobie jak mantrę „PRZECIEŻ JA NIGDY NIE PALIŁEM PAPIEROSÓW”. No i cud, uwierzyłem w to. Choć były czasem chwile, kiedy będąc w złej kondycji psychicznej chciałem sięgnąć po papierosa. W tych trudnych momentach myślałem o dotychczasowych poświęceniach i wyrzeczeniach związanych z rzuceniem palenia i stwierdziłem, że nie warto byłoby to wszystko zaprzepaścić. Zdarzało się, że miałem sny, w których paliłem papierosy, budziłem się zlany zimnym potem, acz dumny, że był to tylko sen, a ja nadal WYTRWAŁEM W POSTANOWIENIU. Moja silna wola napawa mnie optymizmem przed wyzwaniami, jakie może stawiać przede mną moje dalsze życie.

P.S. Z nałogów pozostał mi optymizm.