Papierosy elektroniczne

Papierosy elektroniczne w ostatnich latach wzbudzają szereg kontrowersji. Częściowo związane jest to z małą liczbą rzetelnych badań klinicznych poddających ocenie skutki palenia e-papierosów.

W odczuciu e-palaczy urządzenie to daje imitację dymu, ma smak, zapewnia ważną dla nich kontynuację rytuału palenia i likwiduje głód nikotynowy. Po kilku dniach używania e-papierosa przestaje się myśleć o tytoniu, a potem nabiera do niego wstrętu i już do zwykłych papierosów na ogół nie wraca. Wielu e-palaczy z biegiem czasu zaczyna używać e-liquidów całkowicie beznikotynowych, które wystarczająco zaspokajają odruchy pozostałe po paleniu. W likwidacji nałogu palenia tytoniu e-papieros jest nieporównanie skuteczniejszy niż plastry, gumy do żucia i tabletki z nikotyną, które nie likwidują uzależnienia od odruchów palenia. Przejście z palenia tytoniu na "palenie elektroniczne" jest trwale skuteczne w ponad 60% przypadków, podczas gdy terapia nikotynowa ma skuteczność nietrwałą i mniejszą niż 15%. Tym samym upadł mit o braku właściwości uzależniających elektronicznych papierosów. Poprzez wspomnianą nikotynę uzależniają one tak samo jak standardowe wyroby tytoniowe. Wielu palaczy tłumaczy się też, że stosują e-papierosy jako środek zastępczy, który pozwoli im całkowicie rzucić palenie. Zdaniem ekspertów taka zamiana wcale nie pomoże uciec od nałogu: - Elektroniczne papierosy mogą zawierać dwukrotnie większą dawkę nikotyny niż np. popularny w terapii antynikotynowej inhalator. Nawet w tych reklamowanych jako "beznikotynowe" albo "mentolowe" znajdują się spore dawki szkodliwej nikotyny. Producenci zapewniają, iż e-papierosy palone w miejscach publicznych praktycznie nie powodują problemu biernego palenia. Z tym argumentem można się zgodzić, ale częściowo. Jak tłumaczą fachowcy przy spalaniu tytoniu powstaje silnie rakotwórcza substancja nitrozoamina, której szkodliwość jest oczywista. Niektórzy producenci e-papierosów dodają do wkładów podobną esencję, która potem wydychana jest przez użytkownika w postaci pary wodnej. Ryzyko zachorowania biernych palaczy jest mniejsze niż w przypadku standardowych papierosów, ale większe niż gdyby pary z e-papierosa w ogóle nie wdychali. W jednym z badań klinicznych porównano parametry krążeniowe (ciśnienie krwi, tętno) w grupie osób palących klasyczne papierosy oraz e-palaczy. Uczestników poproszono, by na cztery godziny przed eksperymentem powstrzymali się od picia kawy. Samo badanie było dość proste. Konwencjonalni palacze wypalali jednego papierosa, a pozostali przez siedem minut "zaciągali się" zawierającą nikotynę parą. Zaraz po tym uczestnikom mierzono ciśnienie krwi oraz puls, a także wykonywano echo serca. Porcja nikotyny w e-papierosie wynosiła 11 mg/ml, zdaniem badaczy nie była więc ani specjalnie wysoka, ani niska. Zgodnie z oczekiwaniami konwencjonalni palacze zareagowali dość gwałtownie: podskoczyło im ciśnienie, a serce zaczęło bić zdecydowanie szybciej. Wartość skurczowego (tego wyższego) ciśnienia krwi wzrosła średnio o 7,6 proc., rozkurczowego o 6,3 proc., liczba uderzeń serca na minutę zwiększyła się o 10 proc. Na tym tle użytkownicy e-papierosów spisali się zdecydowanie lepiej. Puls nie zmienił się nawet o jotę, ciśnienie skurczowe też pozostało bez zmian, jedynie ciśnienie rozkurczowe krwi wzrosło o 4,4 proc. Bez wątpienia jednoznaczna ocena szkodliwości e-palenia wymaga dalszych badań na dużych populacjach osób.

Nowe światło na rolę e-papierosów w procesie rzucania palenia daje najnowsza publikacja w renomowanym czasopiśmie The Lancet (Volume 382,Issue 9905, Pages 1629-1637), w którym dokonano porównania różnych metod walki z nałogiem obejmujących leczenie farmakologiczne, e-papieros oraz placebo. Badania przeprowadzono na grupie 657 osób próbujących rzucić palenie. 6-miesięczny okres abstynencji uzyskano u 7.3% osób stosujących e-papierosy, u 5.8% leczenie farmakologiczne oraz 4.1% w grupie placebo. Według autorów uzyskane wyniki wymagają dalszej weryfikacji na dużej populacji badanych, jednak mogą wskazywać na nową rolę e-papierosów w procesie leczenia.